[VIDEO] Nieumundurowani policjanci wytargali Tomasza Ulatowskiego z mieszkania w Głogowie bez nakazu! Czy dlatego, że matka jego dziecka zna policjanta i wymyśliła sobie historię z gwałtem?
Czy Marcela, matka dziecka Tomasza Ulatowskiego z Głogowa, wykorzystuje prywatną znajomość z policjantem, by zemścić się za nieudane życie prywatne? Dlaczego organa ścigania z Głogowa działają wbrew procedurom?
Do zdarzenia doszło 3 lipca 2021. Marcela tego popołudnia dręczyła Tomasza Ulatowskiego rozmową. Wymuszała na nim, by się przyznał do winy.
Mężczyzna nie chciał rozmawiać, bo właśnie zakończył budowę domu. I chciał razem z nią i dzieckiem wykorzystać ten czas na wyprowadzkę.
Ale Marcela go dręczyła, by usiadł z nią i rozmawiał. Wiemy to, bo kobieta sama tę rozmowę nagrała. Stenogram z tej rozmowy dołączamy do niniejszego tekstu.
A kiedy włączyła dyktafon, pojechała na policję. Wkrótce potem pod dom zajechal samochód z nieumundurowanymi policjantami, którzy wytargali Tomasza Ulatowskiego w kajdankach z mieszkania.
- Bez żadnego uprawnienia rozkazali mi, bym przekazał Marceli klucze od nowego domu. Już wyczułem, że coś jest nie tak z tą sytuacją i nie chciałem się zgodzić, bo dom jest moją wyłączną własnością. Ale oni mnie zmusili, bym te klucze wydał i przekazał Marceli. A mnie wywieźli na komendę - opowiada.
Tam Tomasz Ulatowski dowiedział się, że zostaje na 48 godzin zatrzymany. Został rozebrany i znalazł się za kratami. Dowiedział się, że chodzi o rzekome zdarzenie z listopada 2020. Albo grudnia, bo dokładnie nie wiadomo.
- Kiedy ja siedziałem na dołku, to Marcela przyjeżdżała pod Komendę Powiatową Policji w Głogowie. Podkreślam, że nie do Komendy, ale przed budynek. Bo tam wychodził do niej młody policjant, z którym sobie ustalała szczegóły - przekazuje Tomasz Ulatowski, prezentując zdjęcie spod komendy matki jego dziecka z policjantem.
Mężczyzna usłyszał zarzut gwałtu. Choć na zaprezentowanym stenogramie nie ma o tym w ogóle mowy.
- Ona uważa, że jak mamy ze sobą dziecko i śpimy razem w jednym łóżku, to bez jej zgody nie mam prawa jej dotknąć. Tak jej nagadała jakaś psycholożka, a ona z tym pobiegła na policję do kolegi. A on uruchomił całą komendę - przekazuje Tomasz Ulatowski.
- Więc ja teraz zapytam się prokuratora, czy jak on śpi ze swoją kobietą, to też nie ma prawa jej dotknąć? - denerwuje się pan Tomasz.
- W moim przypadku, w ubiegłym roku oświadczyłem się Marceli. Ona przyjęła moje oświadczyny, mieliśmy wziąć ślub, ale przez pandemę wszystko się zablokowało. A teraz takie oskarżenie! - alarmuje pan Tomasz.
Mężczyzna dotarł do bilingów telefonicznych. Wynika z nich, że Marcela od wielu tygodni była w ścisłym kontakcie telefonicznym z tym młodym, głogowskim policjantem. Kontaktowali się nie na służbowy numer telefonu policjanta, ale na prywatny. Prowadzili rozmowy i wysyłali sobie SMS-y.
Pani Marcela w rozmowie z Patriot24.net odmówiła odpowiedzi na pytanie, co łączy ją prywatnie z policjantem ze zdjęcia.
- Dlatego sprawę zgłaszam dziś do Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Warszawie. Będę domagał się natychmiastowego ustalenia, kto dopuszcza się na komendzie w Głogowie bezprawia, łamiąc ustawy o policji - zapowiada pan Tomasz.
To kolejna w ostatnich miesiącach wstrząsająca sprawa zatrzymania bez żadnej podstawy prawnej młodego ojca w Głogowie. Przypomnijmy, że w czerwcu zakuty został tam w kajdany Michał Sokołowski, który próbował legalnie odzyskać dziecko, przetrzymywane przez matkę obracającą się w środowisku narkotykowym. Wniosek o aresztowanie Michała Sokołowskiego na 3 miesiące sąd uznał za niedorzeczny, uznając jednocześnie argumenty Krzysztofa Rutkowskiego, który pomaga Michałowi Sokołowskiemu. Sąd nakazał policji rozkuć mu ręce i nogi oraz natychmiast wypuścić na wolność.
Artykuły i filmy na ten temat znajdziesz pod linkiem:
W tym przypadku kobieta została 2-krotnie rozebrana przez policjantów. Prokurator miał mieć bardzo mocne dowody na jej winę - złamanie zakazu prowadzenia pojazdów. Tyle, że proces sądowy nie może się zakończyć, bo prokuratura nie dostarczyła żadnego dowodu winy kobiety. Więc sędzia sam zleca teraz poszukiwanie tych rzekomych dowodów.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.