[VIDEO] Sieradz. Przełom w sprawie nieludzkiego prześladowania Bartłomieja Guzowskiego walczącego o kontakt z synkiem. Prokuratura rozpoczęła działalność w sprawie 12 przestępstw na jego szkodę ze strony olimpijki i jej bliskich
Prokuratura Rejonowa w Sieradzu po raz pierwszy dostrzegła po trzech latach liczne przestępstwa, które zgłaszał bezradnie w Krakowie i w Warszawie Bartłomiej Guzowski. Czy koszmary nieludzkiego traktowania go przez prokuraturę okręgową w Krakowie i sędziego, Tomasza Jaskłowskiego, z Sądu Okręgowego w Warszawie się zakończy?
Prokurator Rejonowy w Sieradzu uznał, że przytrzymująca 7-letniego synka olimpijka mogła przez ostatnie lata razem ze swoim konkubentem popełniać przestępstwa.
Zdaniem prokuratury mogła je dodatkowo popełniać razem ze swoją rodzina w Sieradzu.
Przypomnijmy, że dotychczas prokuratura w Krakowie uważała wszystkie jego zgłoszenia, m.in. dotyczące pobicia przy policjantach i wulgarnego wyzywania na tle narodowościowym jego ukraińskie przyjaciółki.
Przypomnijmy, że dodatkowo prokuratura w Warszawie nie dostrzegła od miesięcy rzekomego przestępstwa, jakie miał popełnić Bartłomiej Guzowski razem z naszym Redaktorem Naczelnym Robertem Rewińskim. Sprawę zgłosił sędzia Tomasz Jaskłowski z Sądu Okręgowego w Warszawie, który złośliwie i uporczywie nie rozwiązuje dramat izolacji dziecka od Bartłomieja Guzowskiego.
Bartłomiej Guzowski ma pełne prawa rodzicielskie, ale bawić się z synkiem nie może. Bo ten manipulowany wydziera się wniebogłosy z domu matki, gdzie ojciec przychodzi na widzenie z kuratorem. Bo sędzia, Tomasz Jaskłowski, wiedząc o manipulacji i dramacie dziecka nie zarządza widzeń poza domem matki, n.p. w świetlicy środowiskowej.
Skutkiem tego dramatu jest obecnie leczenie specjalistyczne dziecka pod kątem silnych zaburzeń.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.